6 kroków by wyleczyć depresję bez leków

Autor: nianiaogg

Stephen Ilardi to amerykański psycholog kliniczny, którego ostatnia książka właśnie wchodzi do sprzedaży (na razie w USA). Książek dotyczących tego jak radzić sobie z depresją jest wiele, nie byłoby więc w tym, że pojawia się kolejna nic dziwnego, gdyby nie to, że Ilardi po pierwsze winą za zwiększenie się ilości zachorowań na depresję obarcza cywilizację a po drugie uważa, że stosując jego metodę można za pomocą 6 prostych kroków pomóc sobie samemu i pokonać depresję bez farmakologii?

Według autora, zwiększenie ilości osób chorych na depresję, jest wynikiem rozwoju cywilizacyjnego, ogromnego napięcia, którym jednostki codziennie podlegają i stresu, którego nie są w stanie wytrzymać. Według autora, zmiana myślenia i nastawienia względem tego, czego wymaga od nas cywilizacja pozwoliłaby na zmniejszenie liczby osób chorujących na depresję. Dla tych zaś, którzy już zachorowali, dr Ilardi proponuje sześciostopniowy proces terapeutyczny, który ma pomóc wyleczyć chorobę bez stosowania farmakoterapii. Depresja i tak bywa w wielu przypadkach lekooporna, metoda Ilardiego może więc pomóc części pacjentów. A na czym polega?
Otóż, wystarczy stosować się do sześciu zaleceń:

  • jeść produkty bogate w kwasy tłuszczowe 3 omega
  • angażować się w działania, które nie powodują wzrostu myśli negatywnych
  • spacerować w słońcu
  • dbać o relacje z innymi
  • wysypiać się
  • zwiększyć wysiłek fizyczny (uprawiać sport, wykonywać ćwiczenia)

Łatwo powiedzieć, ale jak zrealizować te zalecenia we współczesnym świecie, kiedy 10 godzin dziennie spędzamy w stresującym środowisku korporacji i czas mamy co najwyżej na zjedzenie obiadu na telefon lub zupki chińskiej, a na spacer w słońcu wybrać możemy się jedynie w niedzielę? Ilardi przytacza wyniki badań porównujące ilość zachorowań na depresję teraz i 100 lat temu. W USA, współczynnik zachorowalności na depresję wynosi teraz około 20%, wiek temu, wynosił 1%. Nawet biorąc pod uwagę fakt, mniejszej dostępności do lekarzy oraz nie diagnozowania części pacjentów 100 lat temu, to i tak, współczynnik się zwiększył, a winą za to, Ilardi obarcza zachodnią cywilizację.

Jak uważacie – ma rację?

Ilardi osobom chorym proponuje w książce “The Depression Cure: The 6-Step Program for Beating Depression Without Drugs” auto-terapię. Czy taka auto – pomoc jest możliwa? Wiemy o tym iż każdy z zalecanych przez dr. Ilardi elementów autoterapii pomaga w pokonywaniu depresji – z osobami chorymi problem jest jednak innego kalibru. Muszą oni znaleźć motywację do aktywności. Samo powiedzenie komuś – „patrz optymistycznie w przyszłość, usuń negatywne myśli i lepiej się odżywiaj”, nie sprawi jeszcze, że osoba ta zacznie postępować zgodnie z instrukcjami. Oczywiście odkrycie szybkiej i efektywnej metody leczenia depresji byłoby milowym w terapii tej choroby, ale wydaje się, że zrzucenie winy na karb cywilizacji spod okowów której i tak nie umiemy się wyzwolić, niewiele tu pomoże.

fot.:Rick Sampson

Podziel się

Tagi: , , , ,

Data wpisu: niedziela, Czerwiec 14th, 2009, godz. 19:41. Kategoria Depresja.

Komentarze (35) do tekstu “6 kroków by wyleczyć depresję bez leków”

  1. maja pisze:

    może i pomogłoby te 6 kroków, ale 1 godz. snu na dobę niweczy wszystko. co z tym zrobić? pobudliwość jest tak duża, że nie można skupić się na żadnym zajęciu

  2. Anna pisze:

    Myślę, że z pewnością pewna higiena psychiczna (bo mam wrażenie, że właśnie na jej zachowaniu polega ta metoda) jest ważnym elementem terapii każdego zaburzenia. Trudno mi sobie jednak wyobrazić, że byłaby wystarczająca w przypadku ostrych stanów klinicznych z ryzykiem samobójstwa…

  3. Monika pisze:

    Niepotrafimy sie wyzwolic z okowow cywilizacji bo nie chcemy! tak jak prawdopodobnie nie wyzwolimy sie z depresji po zastosowaniu powyzszych krokow,poniewaz ,nie pragniemy sie odniej uwolnic. Wiesz ze jest z toba cos nie tak, lekarz stwierdzil zaburzenia depresyjne ,lub tez bez wizyty u lekarza zauwazasz iz zycie nie ma sensu,czujesz sie osamotniony ,niezrozumiany,nie masz ochoty na nic,twoje zycie to jedna wielka katastrofa,nie chcesz zyc bo nie ma w nim nic wartosciowego,po co? bol,smutek,zlosc,zmeczenie tym wszystkim.

    A teraz zatrzymaj sie na chwile i zastanow….

    Gdyby istniala magiczna pigulka,ktora wyzwolila by cie z tego stanu,bys mogl odnowa cieszyc sie zyciem,smiac sie,byc oparciem dla bliskich,kochac i byc kochanym.Byc panem swego losu!
    zazyl bys ja pewnie odrazu! czy nie?

    Pigulka taka jestes ty sam! ty i wylacznie ty.
    Tylko ty mozesz wyzwolic sie od negatywnych mysli ktore ksztaltuja twoje zycie,tylko ty mozesz je zwalczyc,oczywiscie terapia jest wskazana i wspomagajaca ,ale bez twojego udzialu napewno nieskuteczna.Ludzie na calym swiecie zazywaja leki antydepresyjne,ludzac sie iz uzyskaja zdrowie psychiczne. Wieza w tabletke.

    Uwiez w siebie!
    uwiez ze potrafisz rowniez sam dac sobie rade z tym wszyskim
    wiara czyni cuda!
    czytaj dozo o pozytywnym mysleniu… ksiazki,blogi ,artykuly w internecie, proponuje : Sekret (Rhonda Byrne),Potega Podswiadomosci(Joseph Murphy)

    odzywiaj sie jak najlepiej!
    nie pij alkoholu,ani kawy!

    ruszaj sie! ( nawet wtedy kiedy jakas sila przykuje cie do fotela lub kanapy) POKONAJ JA!!!!!! wstan i przejdz sie. uwiez ze potrafisz.

    Przebywaj (jezeli to mozliwe) jak najwiecej na sloncu! najnowsze badania naukowe dostarczaja informacjii na temat pozytywnego dzialania promieni slonecznych na nasz organizm.

    Wiedz ze ksiazki o pozytywnym nastawieniu,artykuly itd ,napisane sa dla ludzi takich jak ty,by ci pomoc zrozumiec istote zycia.

  4. Monika pisze:

    Dodam jeszcze iz 10 lat temu sama przechodzilam ciezka depresje,i tylko dzieki studiowaniu pozytywnego myslenia,i checi zdrowia psychicznego uzyskalam to co mam teraz.SZCZESCIE I RADOSC ZYCIA.
    Tobie rowniez zycze z calego serca tego samego!

  5. Kasia pisze:

    Monika czy mogłybyśmy się jakoś skontaktować na prv.? Bardzo mnie Twoja wypowiedź podniosła na duchu a i mam kilka pytań.Będę bardzo wdzięczna

  6. Monika pisze:

    Kasiu ,ciesze sie ze moglam w jakis sposob podniesc cie na duchu,oczywiscie ze mozemy sie skontaktowac,mozesz do mnie napisac : monika8026@hotmail.com ,postaram sie odpowiedziec na twoje pytania najlepiej jak bede mogla.
    pozdrawiam Monika

  7. Marta pisze:

    Fantastyczne jest to co napisałaś, Moniko.Twoje słowa bardzo trafiają w serce i pomagają…Dzięki, powinnaś to robić częściej:)

  8. Julka pisze:

    Bardzo głębokie twoje słowa Moniko,naprawdę zapalają światełko w tunelu:) Monika miałabyś chwilę na rozmowę,poradę,popisanie na maila? Z góry dziękuję:)

  9. Martyna pisze:

    To prawda wiara we własne siły czyni cuda musimy uwierzyć w siebie i dużo modlić się do Boga bo tak naprawdę to on mnie uzdrawia każdego dnia to on mnie uzdrowił Bóg pomaga mi się zmobilizować do działania Nie można usiąść i siedzieć bezczynnie z założonymi rękoma aż samo coś przyjdzie trzeba działać i czasami się zmuszać do czegoś na co nie mamy ochoty.

  10. Martyna pisze:

    Dodam jaszcze że sama przechodziłam depresję a pozytywne myślenie wyciągnęło mnie z tej choroby i działanie Trzeba czymś się zająć np zrobić prawo jazdy być aktywnym to działa cuda uwierzcie mi.

  11. Martyna pisze:

    Moniko to nie jest tak że człowiek nie chce się uwolnić z depresji że nie pragnie się od niej uwolnić tak jak pisałaś.To nie jest tak, po prostu człowiek nie jest w stanie z tego się uwolnić bo nie potrafi, bo potrzebuje pomocy, potrzebuje wyciągnięcia ręki żeby pomóc wstać bo nie ma siły. boi się czasem krytyki ludzkiej i ludzi.

  12. Szymon pisze:

    To co pisze niejaki IIlardi,tudież Monika czy Martyna to istne bzdury! Przecież Wy nic nie wiecie o prawdziwej depresji (co najwyżej co nieco o dystymii). Prwdziwa depresja to piekło za życia, w którym nie można normalnie funkjonować. A pan IIardi pisze,żewystarczy łyknąć omegę3 i pobiegaćsobiew promieniach słońca,Istne brednie!
    Podobne śmieszną radę daje Monika;”uwierz w siebie” a wszystko będzie dobrze.Bzdura! Ta choroba właśnie na tym polega,że nie można uwierzyć w siebie ani wziąć się w garść.
    Jeszcze dalej idzie Martyna;proponuje, żeby zrobić…prawo jazdy.Stuknij się w glowę kobieto! Jeśli chory na depresję choćby tylko odwazy się zapisać na kurs tzn, że on na pewno nie ma żadnej depresji. Pozdrawiam serdecznie!

  13. Marcin pisze:

    Drogi Szymonie.

    Gdybys wiedzial cokolwiek na temat psychoterapii lub tez psychologii , twoja wypowiedz wygladala by troszke inaczej.

    Zycze ci jednak powodzenia w jakze trudnych chwilach twego zycia.
    pozdrawiam

  14. Maria. pisze:

    Szymon ma rację, Kobiety piszecie chyba jakieś tanie chwyty, które nawet w jednej milionowej mi nie pomogły jak to przeczytałam. Moim zdaniem słabe, tak jak i życie.

  15. Marysia. pisze:

    Szymon racja. Te Wasze złote rady dziewczyny nie pomogły mi nawet w jednej milionowej, nie macie chyba pojęcia o prawdziwej depresji i męczarni jakie człowiek przechodzi..

  16. Julka pisze:

    Witam:)
    Nie ma co bluzgać…to nie o to chodzi…walczymy o swoje życie,o swoje nowe życie.W każdej wypowiedzi jest nutka prawdy i nie potrzebne jest ocenianie kogoś.

  17. Marcin pisze:

    Witam ponownie,

    Czlowiek,ktory przechodzi ciezka depresje ,zupelnie traci swiadomosc i nie wie co sie z nim dzieje! Sa jednak ludzie ,ktorzy chca sobie pomoc ,poniewaz wiedza ze depresja to tylko choroba ,szukaja wsparcia i pomocy. Dla tych wlasnie osob dedykuje historie swojego zycia.

    Urodzilam sie w 1980 roku,w malej miejscowosci Mikolow ,na dolnym slasku,moi rodzice byli alkoholikami,warunki w domu byly tragiczne,nie bylo lazienki ani toalety.Moj ojciec po pijaku wyzywal sie zawsze na mnie i na mojej starszej siostrze.w wieku 6 lat przynioslam wszy z przedszkola i zawszylam cala rodzine,wszy chodzily po podlodze,ubraniach,naczyniach kuchennych,jednym slowem byly wszedzie! a rodzina winila mnie za to wszystko! dostalam wtedy niezle lanie od ojca ,pobil mnie wtedy na oczach babci,mialam wtedy tylko 8 lat. Wszy utrzymywaly sie jeszcze przez kilka lat poniewaz nikt nie byl w stanie ich wytepic,czesto chodzilam na wagary a nie do szkoly poniewaz bylo mi wstyd do niej isc,bylam zawsze brudna i glodna.Jedynym przyjacielem byla moja kuzynka,ktorej zawsze bylo jej mnie zal,dzielila sie ze mna sniadaniem.Ukonczylam tylko szkole podstawowa. Pamietam ze wtedy modlilam sie o chwile ,kiedy bede mogla odejsc z domu i zaczac wlasne zycie.W wieku 17 lat poznalam chlopaka i zakochalam sie ,przeprowadzilam sie do Gliwic i zamieszkalam u niego,podjelam prace w malym sklepiku,ktory prowadzila wtedy jego matka,nie zarabialam dozo,ale wystarczalo na jedzenie.Po pewnym czasie okazalo sie ze mieszkam z alkoholikiem.,kiedy pobil mnie w sylwestra(rok 1998) na oczach naszych znajomych,moj swiat sie zawalil,niechcialam zyc ,stwierdzilam ze zyje po to by cierpiec,i chcialam z tym skonczyc!
    Wprowadzilam sie z powrotem do ojca.Nie mialam jednak wystarczajaco sily by sie zabic. 2 miesiace pozniej odwiedzila mnie moja droga kuzynka(ktora kiedys dzielila sie ze mna chlebem) nie widzialysmy sie dlugo,wiec niewiedzialam ze od jakiegos czasu pracuje za granica, zaproponowala mi pomoc,jaka byla praca w Holandii. Bez namyslu wyjechalam w wieku 20 lat po raz pierwszy po za granice kraju.
    Pracowalam na czarno przy uprawie tulipanow po 16 godzin dziennie ,6 dni w tygodniu,wynajmowalam maly pokoik na poddaszu w jednym z Holenderskich domow.
    Rok pozniej dopadla mnie depresja ( mialam 21 lat)
    Pamietam,kiedy wracalam z pracy ,siadalam wtedy na krzesle i wpatrywalam sie w jeden punkt,jak zahipnotyzowana,potrafilam wpatrywac sie godzinami w jedno miejsce,nie potrafilam ,spac,jesc,wyjsc na spacer ,czy co kolwiek,nastepnego dnia szlam do pracy,wracalam z niej i odnowa siadalam na krzesle,moje mysli krazyly tylko wokol tego jak z soba skonczyc! nie bylo nic ani nikogo w moim zyciu,poza rozdartym sercem i checia odejscia z tego swiata. W dniu moich 22 urodzin otrzymalam prezent od mojej starszej siostry,ksiazke.To byla ksiazka ,ktora zmienila moje zycie! (Potega Podswiadomosci) pamietam ze dolaczyla do niej list,w ktorym pisala; ”Nie musisz jej czytac jesli niechcesz,to juz zalezy od ciebie! pamietaj jednak ze jestem twoja siostra,kocham cie ,i zycze ci jak najlepiej”‘
    Czytajac te slowa lzy zalaly cala moja twarz.
    Przeczytalam te ksiazke raz,nie dotarly jednak do mnie slowa w niej zawarte,wiec pograzylam sie odnowa w bolu i cierpieniu.
    Ktoregos wieczoru wzielam ksiazke do reki i zaczelam czytac odnowa ,wtedy zrozumialam,ze zycie jest w zasiegu reki,trzeba tylko chciec go dostrzec, i stawic czola chorobie jaka jest depresja, moje nastawienie, mysli i wszystko inne zmienilo sie w mgnieniu oka, zauwazylam ze nie musze sie zabijac bo w sumie i tak juz jestem martwa, jedyne co moge zrobic to odszukac nadzieje,radosc,ZYCIE!!!
    udalo mi sie i jestem z siebie dumna!
    Posiadam okolo 78 ksiazek ,psychologicznych,religijnych,ezoterycznych, ktore zmienily cale moje zycie. Wladam trzema jezykami,posiadam wlasna dzialalnosc gospodarcza,i mam wlasne mieszkanie.Osiagnelam to wszystko w okresie 10 lat. I nikt mi nie wmowi ze sa rzeczy niemozliwe!!!!!!!

    Serdecznie pozdrawiam

  18. Monika pisze:

    Skoro zdobylam sie juz na taka szczerosc by opowiedziec o sobie,przyznaje sie ze w jednej z wypowiedzi podszylam sie pod Marcina;-) z tad tez Marcin a nie monika.
    pozdrawiam

  19. jola pisze:

    Nie widzę sensu w życiu, nic mi się nie chce, nic mnie nie cieszy, radość z życia całkowicie ze mnie zeszła, nie wierzę w siebie kompletnie. Dodam, że jestem młodą osobą(26l). Czasami myślę, że lepiej jakby mnie tu nie było. W pracy się uśmiecham bo żeby koledzy i koleżanki nie wzięli mnie za ponuraka, a wracam do domu i ciągle smutna z wszystkiego niezadowolona, wyjść z domu mi się nie chce. Komedie które kiedyś wywoływały we mnie śmiech, teraz tylko się uśmiechnę albo i nie i tyle. Nie lubię słuchać o szczęściu innych, chciałabym się cieszyć razem z nimi ale nie potrafię. Przez to zbyt często alkohol zaczął się pojawiać w moim życiu, który oczywiście pomaga tylko szkoda, że na chwilę. Są takie dni kiedy mówię sobie ogarnij się, nie można tak żyć, życie przelatuje między palcami, ludzie mają takie tragedie, że ciężko to sobie wyobrazić, a ja jestem zdrowa, młoda mam pracę, brzydka chyba nie jestem. No i na tym się kończy bo nie potrafię tego zmienić choć chcę. I tak już ok 3 lat. To część tego co czuję. Może pięknie to nie jest napisane ale poetką nie jestem. Co ja mam zrobić? Tylko nie mówcie: uwierz w siebie! Do lekarza nie chce iść bo się wstydzę.

  20. Ro pisze:

    Jolu do lekarza. Nie ma wyjścia. Ja męczę się już 5 lat i jutro ide do poradni zdrowia psychicznego. Mam dość tego mojego zniechęcenia do wszystkicego, braku motywacji, i poczucia bezsensu. Powodzenia!

  21. Andy pisze:

    Jeśli jest się milionerem to można zamieszkać w słonecznej Kalifornii, w domu z basenem, siłownią itp.. Wtedy można byłoby spróbować spełnić tych 6 zaleceń. Marzenia. Ale przede wszystkim to różne są rodzaje depresji o różnym podłożu. Zależy też jaką ma się osobowość, czy nie ma się zaburzeń osobowości. W niektórych depresjach może i jest możliwość zmobilizowania się na siłę bez leków, ale np. w mojej nie ma takiej opcji. Bez antydepresantu (biorę citabax) doznaję mega stresu, natłok myśli negatywnych, zero pozytywnych, trudno wogóle wstać z łóżka. W takim stanie unika się ludzi, a w samych kontaktach każda rozmowa z innymi dołuje jeszcze bardziej, bo samemu nie potrafi się rozmawiać na normalnym poziomie. Dodatkowo lęki które doprowadzają do jeszcze większego wyizolowania i stresu. W takiej depresji można tylko zamknąć się w pokoju i egzystować w swoim piekle aż do czasu kiedy prawdopodobnie dostanie się zawału serca, albo samemu pomoże sobie odejść. Nie ma mowy żeby sobie powiedzieć “dzisiaj idę pobiegać” bo tego nie zrobie, a jeśli nawet uda mi się siebie namówić na sport to będzie to krótkotrwałe a myśli negatywne zabiją tą myśl pozytywną. W takiej sytuacji jak moja pomagają tylko leki. I dopiero przy leku można byłoby się spróbować zmobilizować do sportu, co też nie będzie łatwe ale raczej możliwe. A jeśli chodzi o słońce to latem moja depresja staje się dużo lżejsza, słońce podnosi nastrój. I jeszcze jedno, naprawdę trudno zmobilizować się żeby zadzwonić i umówić się na wizytę do psychiatry i do tego dochodzi wstyd przed taką wizytą w poradni czy przed znajomymi, że ktoś się dowie. Więc trzeba próbować np. może gdzieś dalej poza miejscem zamieszkania, gdzieś w mniej znanych okolicach gdzie czuć się można swobodniej. A najlepiej iść do lekarza pierwszego kontaktu i poprosić o lek antydepresyjny. A później jak już lek trochę pomoże już będzie łatwiej zapisać się do poradni. Pozdrawiam i życzę powodzenia

  22. Andy pisze:

    Jolu, alkohol nie pomaga.Może to tymczasowo się może tak wydawać. Poza tym alkohol działa depresyjnie na organizm. No i często robi się pod jego wpływem rzeczy których normalnie nie chciałoby się robić. Alkohol sprowadza na dno, jednych powoli, innych szybko. Jolu najlepiej idź do swojego internisty i poproś o lek przeciwdepresyjny, np. citabax 20mg (około 20-25zł w aptekach) starczy na miesiąc. Tylko takie leki maksimum swego działania osiągają dopiero po około 2 tygodniach, więc trzeba brać minimum te 2 tygodnie żeby poczuć jak działa.

  23. marta17 pisze:

    Witam serdecznie,
    mam 22 lata i jestem studentką. Piszę tego maila gdyż w nagłym poczuciu ogólnej beznadziei po raz kolejny zaczęłam zastanawiać się, czy istnieje siła, która potrafi wyrwać mnie z ciągłego marazmu i bezczynności i czy jestem jeszcze w stanie sama się z tego wygrzebać. Do tej pory każdą przepuszczoną okazję wyjścia gdzieś, zrobienia czegoś, przeczytania, każdy niezaliczony egzamin, a nawet cały rok studiów zrzucałam na karb niezorganizowania i ogromnego lenistwa. Jednak zaczęło mi się wydawać, iż sprawa musi być bardziej złożona, gdyż każde lenistwo musi mieć swoje granice. Ja natomiast poddaję się bezczynności już drugi rok, zbliża się koniec kolejnego roku studiów a ja znów uzmysławiam sobie, że go zawalam. Nic nie jest w stanie mnie zmotywować i zmobilizować do nauki, ale i do najbardziej prozaicznych rzeczy. Czuję, że wiele mnie interesuje, mam ambicje, pomysły, ale nie jestem w stanie wprowadzić nic z tego w życie. Gdy pojawiają się jakieś, nawet najmniejsze trudności, schody wolę sobie odpuścić. Czuję, że marnuję swoje życie. Tyle mogłabym robić, uczyć się, poznawać, a głównie śpię i tracę czas w internecie/ przed telewizorem. Od czasy do czasu gdzieś wyjdę, spotkam się z chłopakiem – to są chwile ożywienia i radości. Nie mogę się do niczego zebrać. Na ogół jestem pogodna, ale tylko dopóki nie zaczynam zastanawiać się nad tym co robię. Gdy zaczynam zdawać sobie sprawę z tego co muszę próbuję się mobilizować, obiecywać sobie, że już jutro za wszystko się wezmę, mam poczucie wielkiego niepokoju wewnętrznego i dyskomfortu gdy czuje zbliżające się egzaminy, a jednak nie jestem w stanie zabrać się do niczego, wolę uciec, zająć się nieistotnymi bzdurami, przy których przestanę zastanawiać się nad czymkolwiek. Gdy zaczynam zastanawiać się nad swoją przyszłością wpadam w rozpacz, albo staram się o niej nie myśleć i od tego uciekam. Jestem humorzasta i mam wahania nastrojów.
    Ponad to nie dbam o siebie, mimo że mam świadomość zaniedbania – od dwóch lat wybieram się do dentysty, mimo, że wiem, iż mam popsute zęby, od roku do fryzjera mimo iż moje włosy są rozdwojone, łamliwe i wypadają. Tracę pół dnia na spanie, a pół nocy na nic nie wnoszące ślęczenie przed komputerem. Oprócz tego cierpię też na różne natręctwa: drapanie skóry głowy, obgryzanie ust i policzków, grzebanie przy paznokciach, skubanie czego się da na twarzy, drapanie pleców.
    Do tej pory ograniczałam się do stwierdzenia, że to wszystko wina słąbej woli i braku dostatecznej determinacji, starałam się bardizej lub mniej je wskrzesać u siebie, co udawało się może raz na pół roku przez tydzień. Wydaje mi się, że nie jestem wstanie radzić sobie z tym sama, a nawet jeśli, to boję się dalszej utraty czasu na zbieranie się w sobie.
    Czy to wszystko co się ze mną dzieje to może być stan depresyjny, lub jakiś rodzaj dystymii? Czy powinnam zasięgnać pomocy specjalisty?
    Z góry dziękuję za pomoc
    przestraszona

    odświeżam ten wpis który znalazłam.MAM TO SAMO! \\tyle, że ja mam 17 lat i chodzę do liceum.

  24. remi pisze:

    ++nie umiem czytać długo tekstu. błądzę po międy literami. moje życie uległo zmianie po wypadku. przygniotła mnie róra.ale sie podniosłem z pracy mnie zwolnili jak tylko wróciłem do niej. znalazłem inną . dawałem z siebie wszystko… ale kilka miesiecy pózniej zachorowałem na zapalenie stawów. ciężko mi w depresji którą miałem kilka lat temu. nie moge pracować bo bolą mnie ręce w nadgarstkach. dużo nie zrobie przez cały dzień. okropne jest to że sie użalam nad sobą i tym samym krzywdze moją żone. bardzo ją kocham ale nie potrafie sobie poradzić z normalnymi rzeczami na co dzień. Pomocy. wtyd przed tym że mam takie problemy zamka mi drzwi przed ludzmi. separuje sie, unikam wszystkich.

  25. Karollina pisze:

    Z leczeniem zaburzen nastroju jest tak ze wszystko zalezy od konkretnego przypadku, jest wiele metod ktorymi pomaga sie wydobyc z dolow psychicznych i nie na kazdego dziala ta sama metoda .Zreszta powodem sa zroznicowane pzyczyny zlego stanu psychicznego.Odpowiedzia jest wywiad indywidualny i terapia dostosowana do konkretnego przypadku – przyczyn zaburzonego stanu psychicznego i objawow tudziez skutkow wystepowania .Zrozumienie sytuacji w jakiej znajduje sie osoba ( jej historii i okolicznosci biezacych) jest kluczem i punktem wyjscia do efektywnej pomocy psychologicznej oraz farmakologicznej. Idelanie byloby moc korzystac jedynie z pomocy psychologicznej i mentalnego wsparcia niestety w czesci przypadkow leki antydepresyjbne itd.sa niodzowne prznajmniej w pierwszej fazie pomocy chorej osobie. Pozdrawiam serdecznie

  26. Karollina pisze:

    Jesli ktos szuka porady chetnie pomoge.Mam 6 letnie doswiadczenie w pracy z chorymi mentalnie.
    Pozdrawiam serdecznie

  27. Maria pisze:

    hm, Marta17, mam to samo, tyle, że mam lat 43 i moje leżące odłogiem życie to nie studia, a praca, którą zaniedbuję, dziecko, które jest mam wrażenie powoli tak samo rozsypane jak ja, finanse, które za cholerę nie chcą się spiąć, a ja czekam aż do ostatniej złotówki w portfelu zanim zadziałam coś, itd. itp. Wyzywam siebie od nieudacznic i z nizin swoich patrzę na kolegów i koleżanki ze szkoły: lekarze, dentyści, duże pieniądze, wygodne życie, szczęśliwe rodziny.. O dziwo kiedyś myślałam, że po prostu wybrałam inną drogę życiową, że jakbym poszła na inne studia to bym też była tam gdzie oni. Od jakiegoś czasu myślę jednak: Oni pewnie musieli na to ciężko pracować, a ja nie byłabym/ nie jestem w stanie, brakuje mi sił..nie dałabym rady.. Zastanawiam się czy to jest jeszcze zwykłe nieogarnięcię? pozdrawiam

  28. Alicja pisze:

    Maria, ja mam prawie 40 i podobne odczucia, życie leży odłogiem, nie mam własnej rodziny, praca którą zawalam – ale obiektywnie patrząc żadnych powodów żeby czuć się tak paskudnie. Młoda, zdrowa, ładna, wykształcona, praca, przyjaciele, bez kredytów… wszelkie powody żeby cieszyć się życiem. A tym czasem mam poczucie że moje życie to jakaś sieczka, sama nie wiem o co mi chodzi. Najgorzej w pracy, mam wrażenie że specjalnie zawalam co tylko się da, żeby potem się tym stresować – taki mój narkotyk i nie potrafię się od tego uwolnić. Internetowe testy na depresję – głęboka, w lepszy dzień na pograniczu średniej. Psychiatra – kiedyś próbowałam i leków i terapii, krótka poprawa, potem jakoś się rozeszło i już do tego nie wróciłam. Dlaczego? Z różnych względów – mała mieścina, jeden lekarz, wszyscy wszystkich znają itd. itp. Chcę spróbować czegoś innego – powalczyć bez leków. Jak? – pojęcia nie mam. Założę bloga.. może, może jutro go wykasuje, może to bez sensu, ale tylko to przychodzi mi do głowy w tej chwili. Potrzebuje jakiegoś notatnika, kotwicy, gdzie będę trzymała te urywki myśli, które mi latają po głowie. Mogłabym pisać w zeszycie, ale boję się że ktoś to znajdzie, przeczyta, dowie się… Obecnie moje przemyślenia doprowadziły mnie do stwierdzenia że nie tylko życie nie ma sensu, ale paradoksalnie śmierć również, więc problem myśli samobójczych mam chwilowo z głowy. Jestem w punkcie gdzie mogę nie robić nic, albo zrobić cokolwiek…wszystko jednakowo wydaje mi się bez sensu. Jeżeli czegoś bym teraz chciała to móc wrócić tu za parę miesięcy i powiedzieć – wiem jak wyjść z depresji bez leków i terapii…

  29. Alicja pisze:

    do jasnej cholery, przecież ludzie latają w kosmos! musi być jakiś sposób żeby pozbyć się tego dziadostwa!!!!!!!!!!!!

  30. kamil pisze:

    mam pewien bardzo skuteczny sposób: sam miałem depresje ale że bardzo interesuje sie psychologia i podswiadomościa powiem wam pewien bardzo skuteczny sposób. Ja sie wyleczyłem w jeden dzień! A chorowałem na depresje niespełna 1 rok. Po pierwsze wiemy ze jestesmy na nia chorzy. Po drugie idziemy spac na jakieś 9 godz snu. Ale przed nim poprostu musimy byc pewni ze rankiem o godzinie 8.00 obudzimy sie bez depresji i pełni sił do podejmowania nowych wyzwań. PO PROSTU MUSIMY BYĆ ŚWIĘCIE PRZEKONANI ŻE OBUDZIMY SIE BEZ CHOROBY. TO NAPRAWDE DZIAŁA!! UWIERZ W SIEBIE I ŻYJ BEZ DEPRESJI!! Oczywiscie rano jemy lekko strawne sniadanie do syta.

  31. anna pisze:

    Ja przegralam swoje zycie. I nie wiem co mam dalej robic. Mam cholernie ciezka depresje z ktora nie chce mi sie juz dluzej walczyc. Moj brat popelnil samobojstwo. I chyba mnie to samo czeka.

  32. Madzia pisze:

    Głupota. Coraz większa ilość pseudo-lekarzy-pisarzy próbuje udowodnić swoje racje jedynie zwiększając nakład swoich książek, a co za tym idzie – zarabiając pieniążki. Wyleczenie się z depresji nie jest kwestią autodiagnozy i sięgnięcia po książkę mającą w tytule nazwę swojej choroby. Jest to złożony proces, który źle przeprowadzony może prowadzić do bardzo poważnych konsekwencji, więc nie należy iść na łatwiznę i drogą na skróty korzystać z “sześciu prostych rad” (!) pewnego wannabemillionaire’a.

  33. Martin pisze:

    Ludzie co wy gadacie o forsie, ona nie daje szczescia absolutnie przynajmniej mi, chociaz 5 lat temu bym sie z tego smial.
    W ciagu paru lat zarobilem kupe forsy ciezka praca, kupilem sobie dom z silownia, sauna itp. Bo cale zycie chcialem sobie cos takiego nabyc i powtarzalem sobie wtedy – ze wtedy dopiero pozyje jak czlowiek i nigdy juz nie bede smutny.
    I wiecie k… co? I jestem teraz bardziej nieszczesliwy niz jak bylem biedny (tz: normalnie zarabialem bieda bym tego nie nazwal). Zawsze myslalem ze mam depresje bo nie mam forsy – mam teraz forsy znacznie wiecej niz potrzebuje a i tak nie jestem szczesliwy!
    Podsumowujac: mam super kochajaca dziewczyne, super dom, swietne zrodla dochodu, zegarek wartosci 10 tys zl a tak i jestem w ciemnej d… z powodu depresji, nie mam pojecia jak to ogarnac, a jak czytam o skutkach antydepresantow to chyba nigdy ich nie wezme, ale od jutra biore sie na powaznie za prace z ta choroba bo nie daje mi to normalnie zyc bo jedyne o czym mysle to smierc i beznadzieja na tej planecie.

  34. sdjskjd pisze:

    http://naszeblogi.pl/37408-ojtamojtam-odc-24-depresja-czym-jest – można pozornie mieć wszystko, posiadać wszystko, ale bardzo trudno jest walczyć z depresją jeśli to nas spotka. Trudno, ale nie jest to niemożliwe. Tu potrzebna jest pomoc fachowców. Życzliwość innych ludzi, a o nią trudno w naszym ponurym polskim społeczeństwie akurat. Ważna jest postawa chorej osoby, która musi uświadomić sobie, że jest sama w stanie sobie pomóc, właśnie poprzez czytanie książek psychologicznych, które prowadzą do rozumienia procesów zachodzących w nas samych. Potrzeba spokoju, wyczyszczenia myśli z tych negatywnych, zgody z bliskimi, zapewnienia, że nasi bliscy w chociaż minimalnym stopniu nas rozumieją i nie odtrącają nas. Potrzeba spokoju myśli i spokoju sumienia. Potrzeba wybaczenia czasem najgorszych doznanych krzywd. Akceptacji świata takiego, jakim jest, a jednocześnie wiary w to, że mimo wszystko są ludzie dobrzy, wrażliwi, że świat nie opiera się tylko na złu, zdradzie, krzywdzie, bólu. Trzeba pozbyć się telewizora z domu, wywalić w cholerę do gówno za przeproszeniem. Wzamian za to czytać ksiażki, słuchać dobrego radia, dobrej muzyki, którą lubimy, coś pisać – co jest doskonałą formą autoterapii. Poprzez czytanie fachowych ksiażek psychologicznych, zwłaszcza o tematyce samorozwoju, budowania od nowa własnego ego, swojej tożsamości, wiary, duchowości, podejścia do świata do innych i do siebie – wzmacnianie własnego siebie. Depresja m. in. wynika stąd, że ktoś nam coś zabrał. Zabrał, wydarł nam część siebie. Zszargał, zniszczył, zdeptał. Poprzez nasze własne postępowanie, czyny, myśli musimy zrobić wszystko, aby przywrócić nam samego siebie. Prawdziwego, takiego, jakim jesteśmy, chcemy być. Wiara w uzdrowienie czyni cuda. Po przejściu najgorszego okresu, w którym bardzo często pomaga chyba tylko tabletka, musimy się wziąć za siebie i chociaż to bardzo trudne, to my sami musimy naprawić w sobie to wszystko, co sami w sobie zepsuliśmy, bądź, co ktoś w nas zniszczył. Osoby, które skutecznie wyciągają się z depresji bardzo dużo samodzielnie pracują nad sobą. To wygląda, jak budowanie siebie samego od podstaw. Od początku. Od nowa. Największym skarbem, który może mieć taka osoba, to ktoś jej po prostu bardzo życzliwy i wspierający, czy to słowem, czy drobnym czynem, gestem, zrozumieniem. Na koniec dodam, że u nas w Polsce temat depresji dopiero zaczyna być przez społeczeństwo rozumiany, ale do pełnego zrozumienia tego, co się dzieje z ludźmi, którzy cierpią z powodu depresji – rozumienia go przez nasze społeczeństwo, jeszcze daleka droga. To, co ja na koniec mogę podkreślić raz jeszcze to to, aby taka osoba zrobiła wszystko, co jest w stanie zrobić, aby uspokoić swoje sumienie, swoje myśli, pogodzić się z kimś z kim jest skłócona, wybaczyć doznane krzywdy, zaakceptować siebie samego, jako jednostkę jedyną, niepotwarzalną, wyjątkową, ze wszystkimi swoimi wadami, zaletami, przypadłościami i nawykami. Starać się marzyć i powolutku, ale konsekwentnie, od malutkich marzeń, poprzez te większe, spełniać je. Cieszyć się, czym tylko się da. Doceniać wszystko to, co tylko warte jest doceniania. Podejść do samego siebie z szacunkiem i nie winić się za to, że się ma depresję, nie mieć z tego powodu wyrzutów sumienia, ale też nie oczekiwać, że każdy będzie rozumiał, co nam jest, bo na tym etapie rozwoju naszego społeczeństwa to jest niemożliwe. Dbać o siebie, o małe rzeczy, jak ścielenie łóżka, czy sposób, w jaki dzisiaj zjem śniadanie /ładnie nakryję do stołu/… takie zupełnie proste, codzienne czynności. Takie osoby czeka bardzo dużo pracy nad sobą, ale TO JEST WSZYSTKO MOŻLIWE. Wiem to, bo sam mam… miałem… z tym do czynienia. Myślmy pozytywnie i uśmiechajmy się do siebie. Zdajmy sobie sprawę z tego, że żyjemy, że jest tyle możliwości w życiu. Wyobrażajmy sobie i reżyserujmy w myślach pozytywne chwile na przyszłość, napotykanych pozytywnych ludzi, ciekawe miejsca itd… dużo by pisać. Wszystkim, którzy cierpią na depresję z całego serca, niegdyś bardzo cierpiącego wewnatrz, życzę pogody ducha !!! :) Ja poznałem dziewczynę. Przeprowadziłem się. Jestem po terapii alkoholowej. Zmieniam pracę. Realizuję swoje hobby /a nawet dwa:)/. Żyję szczęśliwy tak, jak jeszcze nigdy. To wymagało bardzo sporo pracy, ale teraz ma się wrażenie, że jest się nie do pokonania, nie do zgnębienia i nie do zniszczenia. I ten uśmiech na twarzy… :) CODZIENNIE :) :):) Wszystkim Wam życzę tego, co ja czuję teraz w środku. Jeśli tylko macie ochotę, podaję email jts4@interia.pl

  35. krysia pisze:

    czytam to wszystko i myślę ,że ci wszyscy co tu się wypowiadali,poprostu nie mają pojęcia o prawdziwej depresji,gdzie boli całe ciało, nie można jeść spać, nic robić, bo poprostu nie można,ma się myśli samobójcze,niechce się myć, nie ma się smaku,ma się nie samowite lęki, nie wychdzi się z domu,wszystko jest niemozliwe do zrobienia co by się powinno zrobić, a na dodatek nic nie ma sensu. jest się 6-razy w psychiatryku,od półroku rocznie do 6 tygodni

Skomentuj